Biorę do ręki biało różową szczotkę i
delikatnie rozczesuję jasno brązowe włosy. Zapinam swoją śnieżno białą koszulę
na ostatni guzik i ostatni raz przejeżdżam swoją dłonią po czarnej spódnicy.
Podpinam czarny krawat z logiem szkoły, a na nogi zakładam czarne wiązane buty
na nie dość wysokim, grubym obcasie. Do torby pakuję jakieś zeszyty i część
książek.
- Na
pewno wzięłaś wszystko? – pyta moja rodzicielka, kiedy jestem już na
dworze.
- Tak
możemy jechać. – mówię zakładając marynarkę i otwieram drzwi od
samochodu.
Kobieta
wkłada kluczyk do stacyjki i za trzecim razem odpala czarną Toyota Saris
rocznik 2008.
Nie
znoszę tego grata. Dostaliśmy go rok temu od dziadków jako prezent. Sami kupili
sobie całkowicie nową Hondę.
Już nie
mogę się doczekać, kiedy w końcu będę mogła kupić swoje własne auto. Prawo
jazdy zrobiłam na szesnaste urodziny. Niestety na samochód muszę sama uzbierać.
Jak na razie moje oszczędności pozwalają mi na zakup jakiegoś starego gruchota.
Chciałabym, aby mój pierwszy samochód nie rozwalił się u nas na
podjeździe.
- Nie
będzie mnie dzisiaj na noc, mam bardzo ważne zlecenie. – tłumaczy mi w czasie
jazdy Dorothy.
-
Rozumiem. – odpowiadam patrząc się w przednią szybę. Już widać parking przed
moją szkołą.
- Jeśli chcesz możesz zaprosić na noc Alex. – proponuje.
-
Zobaczę.- odpinam pas, biorę torbę i wychodzę.
- Miłego
dnia kochanie! – krzyczy za mną niepewnie.
Bradford College* założony w 1803
roku. Jego historia jest długa i do końca jej nie pamiętam. Wiem tylko, że od
wielu lat cieszy się dobrą opinią i dość wysokim poziomem nauki.
Niedaleko
schodów prowadzących do wejścia budynku, zauważam nie za wysoką brunetkę. Po
cichu podbiegam do niej, chcą ją przestraszyć.
- Czołem
Green! – krzyczę. Na moje słowa dziewczyna lekko podskakuje do góry.
-
Oszalałaś? – pyta zdezorientowana.
- Już
dawno. – odpowiadam głupio się uśmiechając .
Wziąwszy
głęboki oddech wchodzimy do domu diabła, potocznie nazwanego szkołą. Długi,
szeroki korytarz w kolorze kawy jest prawie cały zapchany uczniami i
uczennicami. Wiele twarzy rozpoznaję, ale pojawiły się też nowe osoby, które w
tym roku będą uczęszczać do klas pierwszych. Z lekkim trudem dochodzę do swojej
szafki. Wpisuję kod, który znam na pamięć i otwieram ją. Wkładając książki do
środka, po moich plechach przechodzi dziwny dreszcz. Odczuwam dziwne wrażenie,
jakby ktoś mnie obserwował.
Dyskretnie
odwracam się, przebiegając swoim wzrokiem wszystkich dookoła. Nikt nie przykuwa
mojej uwagi. Lekceważę dziwne uczucie, zamykam szafkę, przedtem zmieniając buty
na zwykłe czarne trampki.
Następnie
razem z Ali* udajemy
się przed klasę, w której będziemy miały pierwszą lekcję w tym roku szkolnym,
czyli godzinę wychowawczą.
- Witam
wszystkich bardzo serdecznie! – wita nas, nasza wychowawczyni pani Edwards,
która uczy języka angielskiego.
- Cieszę
się, że widzę was całych i zdrowych. Dzisiaj chciałabym omówić sprawy
organizacyjne… - nie dane jest jej jednak dokończyć, ponieważ drzwi od klasy
otwierają się, a do środka wchodzi chłopak. Podchodzi do biurka nauczycielki
podając jej jakąś teczkę. Po chwili powoli odwraca się twarzą to uczniów.
Jego oczy…
Duże otoczone czarnymi, rzęsami. Piękne, zielone…
Duże otoczone czarnymi, rzęsami. Piękne, zielone…
- Moi
drodzy oto Harry Styles, nowy uczeń. –tłumaczy pani Edwards patrząc w kawałek
kartki.
Wpatruję się w niego jak w obrazek. Wysoki, dobrze zbudowany. Jego brązowe, lekko kręcone włosy są w nieładzie. Spod materiału białej, cienkiej koszuli, która wchodziła w skład mundurka szkolnego prześwitują tatuaże!
Wpatruję się w niego jak w obrazek. Wysoki, dobrze zbudowany. Jego brązowe, lekko kręcone włosy są w nieładzie. Spod materiału białej, cienkiej koszuli, która wchodziła w skład mundurka szkolnego prześwitują tatuaże!
- Jak na
razie… - przerywa na chwilę, rozglądając się po klasie. – Usiądź z Davidem. –
zwraca się do Harry’ego. Wolnym, ale bardzo pewnym siebie krokiem, rusza w
stronę ostatniej ławki przy oknie. Wszystkie dziewczyny podążają za nim
wzrokiem, jakby były zahipnotyzowane.
Odsuwa
delikatnie krzesło i siada na nim.
- No
dobrze, a teraz wróćmy do konkretów. Proszę wyjmijcie jakieś kartki i zapiszcie
sobie tymczasowy plan na jutro. – po jej słowach całkowicie się wyłączam. W
klasie robi się lekkie zamieszanie.
- O w dupę… - szepcze Alex. Spoglądam na nią. Na jej twarzy widnieje ogromny uśmiech, a policzki pokryte są rumieńcem.
- Ale przystojniak. – piszczy cichutko.
Powoli odwracam się za siebie, przenosząc swój wzrok na nowego ucznia naszej klasy. Wpatruję się w jego przystojną twarz. Brunet powoli odwraca swoją głowę w moją stronę. Nasze spojrzenia się krzyżują. Czas jakby staje…
Nawet z tej odległości mogę zobaczyć zieleń jego oczu. Nie mogę, a może nie chcę oderwać od niego wzroku. Na jego twarz wpełza dziwny, cwany uśmieszek przez który przechodzą mnie ciarki. Otrząsam się i gwałtownie odwracam się przodem do tablicy.
Wybawieniem jest dzwonek. Pakuję swoje rzeczy do torby i speszona wychodzę z klasy. Niechcący wpadam na jakiegoś chłopaka.
- Przepraszam. – podnoszę wzrok, a na mojej twarzy pojawia się grymas.
Dlaczego to akurat musi być Matt?
- O w dupę… - szepcze Alex. Spoglądam na nią. Na jej twarzy widnieje ogromny uśmiech, a policzki pokryte są rumieńcem.
- Ale przystojniak. – piszczy cichutko.
Powoli odwracam się za siebie, przenosząc swój wzrok na nowego ucznia naszej klasy. Wpatruję się w jego przystojną twarz. Brunet powoli odwraca swoją głowę w moją stronę. Nasze spojrzenia się krzyżują. Czas jakby staje…
Nawet z tej odległości mogę zobaczyć zieleń jego oczu. Nie mogę, a może nie chcę oderwać od niego wzroku. Na jego twarz wpełza dziwny, cwany uśmieszek przez który przechodzą mnie ciarki. Otrząsam się i gwałtownie odwracam się przodem do tablicy.
Wybawieniem jest dzwonek. Pakuję swoje rzeczy do torby i speszona wychodzę z klasy. Niechcący wpadam na jakiegoś chłopaka.
- Przepraszam. – podnoszę wzrok, a na mojej twarzy pojawia się grymas.
Dlaczego to akurat musi być Matt?
Szybko go
wymijam nie zwracając na jego zaskoczony wyraz twarzy. Kieruję się na dół pod
salę od chemii.
- Czekaj! – słyszę za sobą głos Alex. Zatrzymuję się i czekam, aż dziewczyna do mnie dojdzie.
- Ale numer! – mówi podekscytowana. – Wiedziałam od Vicky, że krążyły jakieś ploty, że ma ktoś do nas dojść, ale nie wiedziałam, że to będzie takie ciacho. – kończy.
- Ja też się tego nie spodziewałam. – mówię odwracając się tyłem do Ali. Kładę torbę na parapecie, a następnie odwracam się tyłem do okna i opieram się plecami o ścianę.
W pewnym momencie wychodzi zza ściany. Idzie obok Polly- przewodniczącej mojej klasy. Wzrok wszystkich zebranych dookoła skupia się na nim. Rozglądam się po wszystkich. Płeć piękna szepcze coś między sobą, chichocząc przy tym. Chłopcy przyglądają mu się podejrzanie.
- Będzie mój. – szepcze tajemniczo Alex.
I w tym momencie, w którym brunetka wypowiada te słowa zamieram.
- Czekaj! – słyszę za sobą głos Alex. Zatrzymuję się i czekam, aż dziewczyna do mnie dojdzie.
- Ale numer! – mówi podekscytowana. – Wiedziałam od Vicky, że krążyły jakieś ploty, że ma ktoś do nas dojść, ale nie wiedziałam, że to będzie takie ciacho. – kończy.
- Ja też się tego nie spodziewałam. – mówię odwracając się tyłem do Ali. Kładę torbę na parapecie, a następnie odwracam się tyłem do okna i opieram się plecami o ścianę.
W pewnym momencie wychodzi zza ściany. Idzie obok Polly- przewodniczącej mojej klasy. Wzrok wszystkich zebranych dookoła skupia się na nim. Rozglądam się po wszystkich. Płeć piękna szepcze coś między sobą, chichocząc przy tym. Chłopcy przyglądają mu się podejrzanie.
- Będzie mój. – szepcze tajemniczo Alex.
I w tym momencie, w którym brunetka wypowiada te słowa zamieram.
_____________________________________________________
Bradford
College*- (
adres: Great Horton Rd, Bradford BD7 1AY, Wielka Brytania ) od 2000 roku szkoła
jest zamknięta. Ze względu na to, że opowiadanie jest fikcyjne, nadal
funkcjonuje
Ali*- zdrobnienie imienia
Alex.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz