sobota, 13 maja 2017

Rozdział Trzeci

     Zimne powietrze rozwiewa moje rozpuszczone włosy. Biblioteka publiczna w Bradford. Gdzieś tam czeka na mnie nie kto inny jak Harry Styles. 
Alex rozchorowała się i w ostatniej chwili poprosiła mnie, abym zastąpiła ją na pokazie projektu z biologii. Po jej głosie mogłam stwierdzić, że z wielkim bólem oddaje mi ten projekt, a zarazem czas spędzony z Harrym. Nie mają go do końca zrobionego, więc musiałam przyjechać tu, by dopracować pewne elementy. 
Moje serce bije szybciej, kiedy wchodzę po schodach na górę. 
- Raz się żyję. – mówię sama do siebie, biorąc głęboki oddech. 
Biblioteka jest ogromna. W powietrzu unosi się zapach starych książek. Na wprost znajduje się biurko, za którym siedzi miło wyglądająca pani w okularach. Za nią rozprzestrzeniają się ogromne, drewniane regały z przeróżnymi książkami. Skręcam w lewo kierując się w stronę ostatniej ławki. 
- Am… Cześć. Przyszłam w zamian za Alex.– odzywam się niepewnie. Jestem tak zestresowana, że nawet nie mam odwagi spojrzeć na niego.
-Veronica. – wypowiada moje imię wolno i tak zmysłowo. 
Siadam naprzeciwko niego. Czuję na sobie jego palący wzrok. 
- Zaczynamy? – pytam cicho.
Trzęsącymi dłońmi wyjmuję przygotowane przez Green materiały oraz jej laptopa. W całym pomieszczeniu panuje cisza. Mam ogromną nadzieję, że nie słychać mojego dudniącego serca. 
Kładę urządzenie na blacie i włączam je. 
- W tej teczce są wszystkie potrzebne materiału. – przesuwam ją w jego stronę. 
- Przesiądź się. – odzywa się nagle. Zdezorientowana podnoszę głowę. Teraz mogę dobrze mu się przyjrzeć. Zielone oczy,otoczone są czarnymi, gęstymi rzęsami. Jego usta są duże i pełne. Na twarzy nie widać zarostu. Patrzy się na mnie wyczekująco. 
- Dlaczego? – pytam zdezorientowana.
- Nie widzę tego co robisz. – tłumaczy. Uśmiecha się delikatnie, a na jego policzkach pojawiają się dwa małe dołeczki.  
Ach tak! Chodzi mu o laptopa. Wstaję i zajmuję miejsce koło niego. Mój oddech przyśpiesza, a ręce stają się lodowate. Czuje bijące od niego ciepło oraz zapach perfum.

           Po kolei omawiamy każdy slajd i jeśli to konieczne wprowadzamy jakieś zmiany. 
- Który z naszych zmysłów jest najważniejszy? – czytam na głos pytanie. 
- A jak sądzisz Veronico? – nie wiele osób zwraca się do mnie pełnym imieniem. 
- Wszystkie są nam tak samo potrzebne i tak samo ważne. – odpowiadam. 
- Bez niektórych zmysłów da się żyć. Są ludzie niewidomi, głusi. Czasem nawet lepiej sobie radzą niż ci co mają wszystkie zmysły… - zaczyna. – Dotyk. Dotyk jest najważniejszym zmysłem. Bez niego nie możemy żyć. Dzięki niemu uczymy się swojego ciała. Ale uczymy się też bliskości… - opuszkami palców delikatnie przejeżdża po mojej dłoni. Przechodzi mnie dreszcz, a ciało momentalnie się spina. – Szukamy odwagi, ukojenia dla trudnych emocji. - patrzę na niego, nie mogąc wydać z siebie ani jednego dźwięku.
- Jak byś się czuła nie czując dotyku? – zadaje pytanie. 
- Źle. – odpowiadam. Nie jestem w stanie na udzielenie dokładniejszej i bardziej sprecyzowanej odpowiedzi. Przechodzi mnie dziwny dreszcz a serce wali jak oszalałe. Nagła fala gorąco oblewa mnie całą. Nagle zabiera swoją ciepłą dłoń.
- No właśnie. Sama odpowiedziałaś sobie na pytanie. – wraca do czytania kolejnego slajdu.
Ukradkiem spoglądam na niego, kiedy zajęty jest szukaniem czegoś w internecie. Jego skupione oczy błądzą po ekranie. Usta ma lekko zaciśnięte. Zjeżdżam wzrokiem w dół. Ma na sobie zwykłą, szarą bluzę zakładaną przez głowę. Kiedy nachyla się lekko nad laptopem dekold od jego górnej części ubrania odsłania tatuaż. Prostuję się dyskretnie, aby zobaczyć więcej. Są to chyba skrzydła ptaków.
Jest inny. Inni niż wszyscy. Wyglądem różni się od chłopaków z naszej szkoły. To nie chodzi o jego włosy ani posturę. Wygląda jak by miał więcej niż siedemnaście lat. Ma inteligenty sposób mówienia, czego nie można powiedzieć o moich rówieśnikach ze szkoły. Będąc z nim w jednym pomieszczeniu czujesz jego dominację. Znam się na ludziach a moja intuicja podpowiada mi, że mogą z nim być jakieś kłopty.