poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział Drugi

- Jak wyglądam? –pyta brunetka, odwracając się tyłem do lustra, w którym przed chwilą się przeglądała.
- Może być. – odpowiadam beznamiętnie.
- Może być? Tylko tyle?! – warczy z wyrzutem.
- Sterczymy w tym śmierdzącym kiblu dobre piętnaście minut! Wyglądasz ślicznie jak zawsze, możemy już iść?- nie jestem dzisiaj w najlepszym humorze.
- Spokojnie jeszcze chwilę. – kończy. Odwraca się i ostatni raz poprawia włosy.
Na całe szczęście, w końcu wychodzimy z ubikacji. Wolnym krokiem idziemy w stronę klasy od techniki. Po dzwonku wchodzimy do klasy. Nauczycielka, której wprost nie znoszę każe wyjąć nam swoje „ćwiczeniówki*” i zająć się rysowaniem bezsensownym rzutów aksonometrycznych.
          Nagle drzwi się otwierają a do klasy pewnym krokiem wchodzi  nowy uczeń naszej klasy Harry. Pod nosem mówi ciche „ przepraszam za spóźnienie” i zajmuje wyznaczone miejsce. Kątem oka spoglądam na Alex, która odwrócona do mnie tyłem gapi się na Stylesa. Przewracam oczami.
 Zauważam, że nauczycielka skupia na nas swój wzrok. Od razu otwieram książkę wraz z zeszytem, biorę do ręki ołówek i zaczynam rysować podane kształty.
- Masz temperówkę? – szeptem odzywam się do dziewczyny.
- Tak, jest w piórniku. – odpowiada nie przerywając swojej pracy. Znalazłszy mały, niebieski przyrząd powoli wychodzę z ławki, kierując się w stronę czarnego śmietnika. Skończywszy temperować wracam na swoje miejsce. Kusi mnie, nawet nie wiem czemu, aby spojrzeć w stronę ostatniej ławki przy oknie. Dyskretnie podnoszę swój wzrok z podłogi i „przypadkowo” przenoszę go na niego. W tym samym momencie moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa, serce zaczyna walić jak oszalałe i czuję jak moja twarz płonie.
Patrzy się prosto na mnie. Momentalnie spuszczam wzrok i jak oparzona wracam na swoje miejsce.
            Lunch to moja ulubiona część dnia w szkole, która trwa dwadzieścia minut. Wszyscy uczniowie udają się do ogromnej stołówki i ogródku za szkołą, koło boiska.
Podchodzę do stolika gdzie leżą czarne tace i biorę jedną z nich. Potem udaje się do okienka, gdzie wydawane jest jedzenie.
- Poproszę sok pomarańczowy oraz kanapkę z szynką i serem. – mówię do miłej, już nieco starszej kucharki.
- Już się robi słońce. – odpowiada  z uśmiechem.
 Z nałożonym posiłek ruszam w stronę stolika, przy którym siedzą już moje koleżanki z klasy Vicky i Lily.
- Gdzie Alex i Julie? – pytam kładąc tacę i zajmuję miejsce przy Lily.
- Poszły gdzieś razem, ale nie wiem gdzie, nic nie mówiły. – rzekła Vicky klikając coś w swoim telefonie. Nie rozstaje się z nim nawet na chwilę. Dziewczyna jest świetnym przykładem uzależnienia.
- Vee! – słyszę za sobą. Odwracam się i widzę machającą do mnie Crystal. Przepraszam dziewczyny, chwytam swoją tacę i torbę, a następnie idę do stolika obok.
- Już nawet w spokoju nie można zjeść? – śmieję się sztucznie.
Crystal i Louise chodzą do klasy IIB. Jankins znam już ponad czternaście lat, a Wood dziesięć. Od czasu kiedy rok temu trafiłyśmy do innych klas i poznałyśmy nowych znajomych nasz kontakt nieco się zmienił. Oddaliłyśmy się od siebie.
- Podobno jest u was jakiś nowy chłopak? – pyta Louise.
Cholera!
- Tak.– próbuję utrzymać obojętność.
- Może jakieś szczegóły? – dopytuje Crystal.
- A co ja wam mogę powiedzieć. Nie znam go. – mówię niemiło.
- Cała szkoła o nim ględzi, wiesz ile jest już plotek. – oznajmi mi Lou*
- Pewnie to zasługa waszej klasy. – mówię.
"Klasa IIB. Największe plotkary w całej szkole."
- Nie tylko. –chyba lekko ją uraziłam.
- Oprócz imienia i nazwiska nic o nim nie wiem. – tłumaczę.
- O wilku mowa… - mruczy pod nosem Jankins.
I oto ON! Wchodzi do stołówki jak król. Wszyscy od razu kierują swój wzrok na niego. On jednak wydaje się być niewzruszony. Powoli obiega wzrokiem całe pomieszczenia. I nagle nasze spojrzenia krzyżują się. Utrzymuję kontakt wzrokowy co najmniej pięć sekund. W jego lekkim, prawie nie widocznym uśmiechu coś jest. Jest on niebezpieczny, tajemniczy i na pewno nie wróży nic dobrego.

    Już dawno po dzwonku. Cała nasza klasie niecierpliwie czeka na nauczyciela.
- Bardzo was przepraszam. – słyszymy za sobą. Za nami stoi młoda, długonoga blondynka o niebieskich oczach ubrana w czarną idealnie dopasowaną spódnicę, białą koszulę i buty na obcasie.
- Proszę. – otwiera drzwi i gestem dłoni zaprasza, abyśmy weszli do środka. Zajmujemy miejsca.
- Witam was bardzo serdecznie! Nazywam się Isabel Turner i jak pewnie wiecie jestem nową nauczycielką biologii.- przedstawia się.
- To nie fair, że nauczycielki wyglądają lepiej od uczennic. – szepcze Alex. Śmieję się na jej słowa.
- Pozwolicie, że sprawdzę listę, chciałabym was poznać. – tłumaczy.
Przez dwadzieścia minut lekcji pani Turner zapoznaje się z nami, a następnie tłumaczy jakie ma zasady oceniania i czego od nas wymaga.
Gołym okiem widać, że męskiej części naszej klasy nowa nauczycielka bardzo się spodobała. Wpatrują się w nią z otwartą buzią.
- W sobotę Martin organizuje imprezę, wpadniesz? – pyta.
- Wiesz jakie mam podejście do imprez organizowanych przez napalonych uczniów naszej szkoły. – odzywam się.
- O boże! Cała szkoła idzie. – mówi to nieco za głośno. Nauczycielka przenosi swój wzrok na nas. Od razu zamykamy się i cicho przepraszamy.
- Dziewczyny pomóżcie mi. – kopie w krzesło Julie i Lily. Po chwili odwracają się do nas.
- Co jest? – pyta blondynka.
- W sobotę jest impreza, a Vee nie chce iść. – tłumaczy.
- Oj Ellis dawaj! – patrzę na nie znacząco. Dobrze wiedzą, że nie namówią mnie, więc dają spokój.
- Teraz proszę o szczególną uwagę. – odzywa się pani Turner, patrząc na mnie i Alex. Uśmiecham się do niej niewinnie.
- Chciałabym zobaczyć jak pracujecie w grupach. Jedna osoba z ławki wylosuje temat projektu, który macie zrobić na następną lekcję, czyli za tydzień. – w ręku trzyma już przygotowany koszyczek z karteczkami.
Pierwsza lekcja i już projekty?
Powoli przechodzi po klasie. Dociera do nas. Wyciągam rękę i losuję. Kiedy odchodzi odwijam kawałek papieru. „ GENETYKA”
- Nie jest, aż tak źle. – komunikuje Green.
Przez resztę lekcji całą czwórką siedzimy, gadamy i śmiejemy się. Nauczycielka wielokrotnie zwracała nam uwagę, abyśmy się uspokoiły, ale nie da się nie śmiać, kiedy Lily zaczyna opowiadać jak to jej siostra urządziła imprezę i była tak pijana, że załatwiła się w windzie.
- Dobra dziewczyny inaczej się nie da. – podchodzi do nas po raz kolejny tego dnia. – Ty. – wskazuje na Alex. – Siadasz w ostatniej ławce przy oknie. – mówi. Moje oczy rozszerzają się i wstrzymuję oddech. Spoglądam na brunetkę. Na jej twarzy widnieje ogromny uśmiech.
- Ciebie proszę, abyś przesiadł się do tamtej ławki. – zwraca się do Davida.
I tak oto Alex z wielką gracją kieruje się w stronę OSTATNIEJ ŁAWKI PRZY OKNIE!
- Hej. – odzywa się cicho David.
- Hej. – odpowiadam nawet nie patrząc się na niego. Wpatruję się w Harry’ego, który wydaje się być niewzruszony. Alex coś do niego mów. Brunet powoli odwraca głowę w jej stronie. Śpiącym wzrokiem patrzy się tylko na nią.
Cholera jasna!
- To jest nasz temat projektu? – oznajmia blondyn.
- Słucham? – patrzę się na niego.
- Temat naszego projektu. – powtarza i wręcza mi małą, białą karteczkę.
Nie mogę się skupić. Co jakiś czas odwracam się i spoglądam na nich. Teraz się zacznie to, czego najbardziej się obawiam. Alex Green zarzuca przynętę na Harry’ego, a czy ją połknie zależy tylko od niego.

_____________________________________________________
ćwiczenówki* - inaczej zeszyt ćwiczeń
Lou* - zdrobnienie imienia Louise.

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział Pierwszy

Wtorek 2 września 2015
            Biorę do ręki biało różową szczotkę i delikatnie rozczesuję jasno brązowe włosy. Zapinam swoją śnieżno białą koszulę na ostatni guzik i ostatni raz przejeżdżam swoją dłonią po czarnej spódnicy. Podpinam czarny krawat z logiem szkoły, a na nogi zakładam czarne wiązane buty na nie dość wysokim, grubym obcasie. Do torby pakuję jakieś zeszyty i część książek. 
- Na pewno wzięłaś wszystko? – pyta moja rodzicielka, kiedy jestem już na dworze. 
- Tak możemy jechać. – mówię zakładając marynarkę i otwieram drzwi od samochodu. 
Kobieta wkłada kluczyk do stacyjki i za trzecim razem odpala czarną Toyota Saris rocznik 2008. 
Nie znoszę tego grata. Dostaliśmy go rok temu od dziadków jako prezent. Sami kupili sobie całkowicie nową Hondę. 
Już nie mogę się doczekać, kiedy w końcu będę mogła kupić swoje własne auto. Prawo jazdy zrobiłam na szesnaste urodziny. Niestety na samochód muszę sama uzbierać. Jak na razie moje oszczędności pozwalają mi na zakup jakiegoś starego gruchota. Chciałabym, aby mój pierwszy samochód nie rozwalił się u nas na podjeździe. 
- Nie będzie mnie dzisiaj na noc, mam bardzo ważne zlecenie. – tłumaczy mi w czasie jazdy Dorothy. 
- Rozumiem. – odpowiadam patrząc się w przednią szybę. Już widać parking przed moją szkołą.
- Jeśli chcesz możesz zaprosić na noc Alex. – proponuje.                                       
- Zobaczę.- odpinam pas, biorę torbę i wychodzę. 
- Miłego dnia kochanie! – krzyczy za mną niepewnie. 

            Bradford College* założony w 1803 roku. Jego historia jest długa i do końca jej nie pamiętam. Wiem tylko, że od wielu lat cieszy się dobrą opinią i dość wysokim poziomem nauki. 
Niedaleko schodów prowadzących do wejścia budynku, zauważam nie za wysoką brunetkę. Po cichu podbiegam do niej, chcą ją przestraszyć.
- Czołem Green! – krzyczę. Na moje słowa dziewczyna lekko podskakuje do góry.
- Oszalałaś? – pyta zdezorientowana.
- Już dawno. – odpowiadam głupio się uśmiechając .
Wziąwszy głęboki oddech wchodzimy do domu diabła, potocznie nazwanego szkołą. Długi, szeroki korytarz w kolorze kawy jest prawie cały zapchany uczniami i uczennicami. Wiele twarzy rozpoznaję, ale pojawiły się też nowe osoby, które w tym roku będą uczęszczać do klas pierwszych. Z lekkim trudem dochodzę do swojej szafki. Wpisuję kod, który znam na pamięć i otwieram ją. Wkładając książki do środka, po moich plechach przechodzi dziwny dreszcz. Odczuwam dziwne wrażenie, jakby ktoś mnie obserwował.
Dyskretnie odwracam się, przebiegając swoim wzrokiem wszystkich dookoła. Nikt nie przykuwa mojej uwagi. Lekceważę dziwne uczucie, zamykam szafkę, przedtem zmieniając buty na zwykłe czarne trampki. 
Następnie razem z Ali* udajemy się przed klasę, w której będziemy miały pierwszą lekcję w tym roku szkolnym, czyli godzinę wychowawczą. 
- Witam wszystkich bardzo serdecznie! – wita nas, nasza wychowawczyni pani Edwards, która uczy języka angielskiego. 
- Cieszę się, że widzę was całych i zdrowych. Dzisiaj chciałabym omówić sprawy organizacyjne… - nie dane jest jej jednak dokończyć, ponieważ drzwi od klasy otwierają się, a do środka wchodzi chłopak. Podchodzi do biurka nauczycielki podając jej jakąś teczkę. Po chwili powoli odwraca się twarzą to uczniów.
Jego oczy…
Duże  otoczone czarnymi, rzęsami. Piękne, zielone…
- Moi drodzy oto Harry Styles, nowy uczeń. –tłumaczy pani Edwards patrząc w kawałek kartki.
Wpatruję się w niego jak w obrazek. Wysoki, dobrze zbudowany. Jego brązowe,  lekko kręcone włosy są w  nieładzie. Spod materiału białej, cienkiej koszuli, która wchodziła w skład mundurka szkolnego prześwitują tatuaże!
- Jak na razie… - przerywa na chwilę, rozglądając się po klasie. – Usiądź z Davidem. – zwraca się do Harry’ego. Wolnym, ale bardzo pewnym siebie krokiem, rusza w stronę ostatniej ławki przy oknie. Wszystkie dziewczyny podążają za nim wzrokiem, jakby były zahipnotyzowane.  
Odsuwa delikatnie krzesło i siada na nim.
- No dobrze, a teraz wróćmy do konkretów. Proszę wyjmijcie jakieś kartki i zapiszcie sobie tymczasowy plan na jutro. – po jej słowach całkowicie się wyłączam. W klasie robi się lekkie zamieszanie.
- O w dupę… - szepcze Alex. Spoglądam na nią. Na jej twarzy widnieje ogromny uśmiech, a policzki pokryte są rumieńcem.
- Ale przystojniak. – piszczy cichutko.
 Powoli odwracam się za siebie, przenosząc swój wzrok na nowego ucznia naszej klasy. Wpatruję się w jego przystojną twarz. Brunet powoli odwraca swoją głowę w moją stronę. Nasze spojrzenia się krzyżują. Czas jakby staje…
 Nawet z tej odległości mogę zobaczyć zieleń jego oczu. Nie mogę, a może nie chcę oderwać od niego wzroku. Na jego twarz wpełza dziwny, cwany uśmieszek przez który przechodzą mnie ciarki. Otrząsam się i gwałtownie odwracam się przodem do tablicy.
            Wybawieniem jest dzwonek. Pakuję swoje rzeczy do torby i speszona wychodzę z klasy. Niechcący wpadam na jakiegoś chłopaka.
- Przepraszam. – podnoszę wzrok, a na mojej twarzy pojawia się grymas.
Dlaczego to akurat musi być Matt?
Szybko go wymijam nie zwracając na jego zaskoczony wyraz twarzy. Kieruję się na dół pod salę od chemii.
- Czekaj! – słyszę za sobą głos Alex. Zatrzymuję się i czekam, aż dziewczyna do mnie dojdzie.
- Ale numer! – mówi podekscytowana. – Wiedziałam od Vicky, że krążyły jakieś ploty, że ma ktoś do nas dojść, ale nie wiedziałam, że to będzie takie ciacho. – kończy.
- Ja też się tego nie spodziewałam. – mówię odwracając się tyłem do Ali. Kładę torbę na parapecie, a następnie odwracam się tyłem do okna i opieram się plecami o ścianę.
W pewnym momencie wychodzi zza ściany. Idzie obok Polly- przewodniczącej mojej klasy. Wzrok wszystkich zebranych dookoła skupia się na nim. Rozglądam się po wszystkich. Płeć piękna szepcze coś między sobą, chichocząc przy tym. Chłopcy przyglądają mu się podejrzanie.
- Będzie mój. – szepcze tajemniczo Alex.
I w tym momencie, w którym brunetka wypowiada te słowa zamieram.

 _____________________________________________________
Bradford College*- ( adres: Great Horton Rd, Bradford BD7 1AY, Wielka Brytania ) od 2000 roku szkoła jest zamknięta. Ze względu na to, że opowiadanie jest fikcyjne, nadal funkcjonuje 
Ali*- zdrobnienie imienia Alex.